|
... ulica zwana
Podwalem ..., która, jak samo jej nazwisko
wskazuje, zajęła miejsce, gdzie niegdyś
znajdowały się rowy i wały otaczające miasto
dokoła. Potem osiedli tutaj mieszczanie, którym
już w murach było za ciasno, a od nich dla
bliskości Zamku nabyli je możnowładcy i
zamienili na wspaniałe dwory, pierwsze, jakie w
mieście powstały.
Część ta atoli, ponieważ położona była także
najbliżej warownych murów, gdy nastały wojny,
uległa przed innymi zniszczeniu. Posiadłości
przeto tutejsze nie należą do starożytnych, a i
te, które w obecnej chwili widzimy, w rozmaitych
czasach zostały zmienione. Stojące zaś od strony
ulicy Miodowej, zostały wzniesione po większej
części dopiero na początku zeszłego wieku.
W ogóle w pierwszej połowie XVII stulecia postać
tej strony miasta była jeszcze drzewami
zacienioną. Przy samym wstępie, gdzie teraz jest
róg Senatorskiej i Podwala, znajdował się
browar, gołębnik, łaźnia i ogród oparkaniony,
dzielący się na sześć kwater i mający
czterdzieści drzew owocowych.
Dalej stało dwanaście dworów i pałaców, chociaż
niemal wszystkie drewniane, lecz wspaniale
wewnątrz urządzone. Takimi były dwory Sapiehy,
marszałka nadwornego litewskiego, Szyszkowskiego,
kasztelana wojnickiego, Lubomirskiego, wojewody
krakowskiego, Radziwiłła, kanclerza W. Ks.
Litewskiego, Parysów, Noskowskiego, Gdańszczan
itd. W r. 1754 było już murowanych posiadłości
10, a 21 drewnianych. Za Stanisława Augusta
liczono tam 32 murowanych, a 7 drewnianych
budowli, z których ostatnia w roku 1819 została
rozebraną.
Pod względem mieszkańców zaludniających tę ulicę
nie mniej ważne zaszły zmiany. W XVI wieku były
tu zabudowania dla służby i wygody
przybywających do Warszawy panów. W następnym
zaczęto tutaj wznosić okazałe pałace. Później
osiedli rzemieślnicy, mianowicie siodlarze.
Za panowania Sasów i Stanisława Augusta na
Podwalu było najwięcej domów gry hazardowej,
zwłaszcza w domu pod nr 9 [hip. 498] Górskiego,
dla szczupłości ciała i wysokiego wzrostu Kwintą
zwanego; u szlachcianki Karczewskiej, pułkownika
Szwaczyka, osławionego szulera, który w
potrzebie połykał karty, zręcznego w
szachrajstwie Bera itp.
Tu założone były pierwsze kantory bankierskie,
między którymi najsłynniejszy był Adama Ziemana
przed rokiem 1760. Istniały przy tym uczęszczane
cukiernie i traktiernie, a z ostatnich miała
wziętość szczególnie Wernika....
W końcu stanęły tutaj hotele i domy zajezdne,
osiedli kupcy i rozmaitego powołania
przedsiębiorcy. Ostatnia atoli zmiana nastała
dopiero po roku 1815 i odtąd w tej części miasta
mieszczą się najróżnorodniejsze zakłady.
Opowiemy teraz o znakomitszych posiadłościach
mających historyczne wspomnienia.
W tym miejscu, gdzie jest teraz posesja
oznaczona numerem porządkowym 3 [obecnie 5, hip.
479a], w roku 1596 znany w literaturze książę
Albrecht Radziwiłł wystawił wspaniały i obszerny
dwór drewniany, który następnie odziedziczyli w
części Sapiehowie. Od nich i od Radziwiłłów
sposobem kupna oraz w spadku familijnym
otrzymali ów dwór Braniccy herbu Gryf. Jan
Klemens Branicki, ostatni z tej rodziny, hetman
wielki koronny i kasztelan krakowski, dumny,
słabej głowy pyszałek, zrzucił ów dwór drewniany
i w roku 1744 wzniósł teraźniejszy murowany, nie
pytając o pozwolenie magistratu i zabierając
część ulicy, do której wjazd został przez to
utrudniony.
Po jego śmierci pałac stał się własnością żony
jego Izabeli z książąt Poniatowskich, siostry
króla Stanisława Augusta, ukochanej przez niego
i znanej w historii pod nazwiskiem Pani
Krakowskiej, która tutaj najczęściej mieszkała
do końca XVIII wieku....
W tym pałacu odbywały się u niej przyjęcia
niedzielne, na które uczęszczał cały świat
warszawski i król zawsze na nich znajdował się.
Zwykle po sutym obiedzie zaczynały się tańce, a
kończyły o 8 wieczorem i każdy udawał się do
domu.
Był to gmach obszerny, rozciągał się bowiem na
przestrzeni, gdzie teraz są posiadłości trzema
numerami oznaczone. Front miał od Podwala, część
od Senatorskiej ulicy była tylko oficyną, gdzie
mieściła się kuchnia i mieszkali liczni
dworzanie. Stronę od ulicy Miodowej zakrywał mur
i kraty żelazne. Mur ten biegł w równej linii z
ulicą, że zaś sam pałac w tym miejscu na kilka
łokci w głąb z ulicy wchodzi i położenie onego
jak i całej ulicy Podwale jest niższe od poziomu
ulicy Miodowej, przeto pomiędzy murem a ulicą
był przedział tworzący pewien rodzaj fosy, w
której zasadzone były krzewy. Przedział ten
pokryty był siecią drucianą. W takiej tedy
klatce mieściło się niegdyś rozmaite ptactwo.
Podobnie okratowana, ale mniejszych rozmiarów,
fosa istnieje jeszcze dotąd w oficynie pałacu
Stanisława hr. Potockiego od strony ulicy
Czystej.
W roku 1804 cały pałac kupił od Pani Krakowskiej
jenerał Niemojewski, lecz zaraz w następnym roku
część odprzedał Jakubowi Pisarzewskiemu, drugą
zamienił z p. Schneide, trzecią zaś nabył od
niego w roku 1808 hrabia Sołtyk, były podstoli
koronny, od którego w roku 1817 kupił go Józef
Dyzmański za sumę 410 000 złp. Ten ostatni
właściciel nie zmieniając frontu od Podwala,
okna na ulicę Miodową wychodzące, nie dość
wysokim murem zasłonięte, przerobił wtedy na
sklepy, urządzając do nich korytarz pod
filarami, które zajęli rozmaici kupcy i
bankierzy.
Sklepy te były głównym i prawie jedynym punktem
modnego handlu warszawskiego. Tutaj mieściły się
najzamożniejsze składy towarów, tu po pierwszy
raz przez okna sklepowe oglądały świat Boży
najświeższe paryskie nowości. Przez długi też
czas zgromadzał się tutaj najmodniejszy świat i
zaopatrywała się we wszystko najwybredniejsza
elegancja, gdyż przed rokiem 1830 należało do
dobrego tonu kupować i zwiedzać sklepy Pod
Filarami. Nie było tam wprawdzie tak świetnych
wystaw, w jakie się stroją dzisiejsze sklepy,
ale jaka za to była zamożność wewnątrz; półki
uginały się pod ciężarem towarów, które każdy za
gotówkę przychodził kupować.
Filary, syte wspomnień i chwały, znikły przed
ośmiu laty [w r. 1870], a ową miejscowość
zajmują jeszcze różnorodne sklepy, lecz już nie
tego rodzaju co dawniejsze....
Obok pałacu Branickich, idąc dalej na Podwale,
posesję oznaczoną numerem 5 [hip. 497b] od
spadkobierców Schneidego w r. 1818 nabyli
tutejsi kupcy greckiego pochodzenia: Dobrycz,
Kirkor, Tomkowicz i inni, i ze składek całej
gminy kamienicę przerobili na kaplicę zwaną
grecką, pod wezwaniem Św. Trójcy, a od r. 1825
zamienioną na cerkiew parafialną prawosławną.
Odznacza się ona pięknym ikonostasem o trzech
piętrach, w skład którego weszły niektóre obrazy
pochodzące z kaplic domowych przy poselstwach i
ambasadach rosyjskich, niegdyś w Warszawie
istniejących. Posiada drogocenne sprzęty
kościelne nabyte od Francuzów w r. 1813 i
pochodzące z rabunku w czasie wojny. Takimi są
kielichy srebrne wyzłacane, wytwornej
starożytnej roboty, oraz śliczna szyta złotem i
srebrem płaszczannica z wyobrażeniem miasta
Jeruzalem itp. (Cerkiew została zburzona w
czasie powstania 1944 r.)
Naprzeciwko byłego pałacu Branickich, później
Dyzmańskiego, dziś Dziechcińskiego, stoi
kamienica pod nr 2 [hip. 532], za Stanisława
Augusta własność Wasilewskiego aptekarza, gdzie
przez długi czas była apteka Elsnera, a teraz p.
Górskiego; tam mieściła się słynna fabryka
czekolady, jedna z pierwszych w Warszawie.
Założył ją Marko Bini, Włoch, i do tego stopnia
wydoskonalenia doprowadził, że nawet ci znawcy,
którzy sprowadzali czekoladę z Rzymu lub z
Hiszpanii, przestawali na tutejszej.
W roku 1804 zjawił się u Biniego nie znany
przedtem gaz, zachowywany w pęcherzykach,
którego udzielał i zaprawiał nim wszystkie
napoje, mianowicie poncz. Gaz ten nazywano
wesołym, gaz de hilarite, gdyż bez szkody na
zdrowiu spożyty rozweselał.
Słynął także zakład Marko Biniego z osobliwości,
na którą cała Warszawa w swoim czasie
uczęszczała. Był to przesiadujący tam Włoch
Vincenzio, który wieczorami dla zgromadzonych
gości włoskie arie wyśpiewywał, towarzysząc
niemniej biegle grą; na lirze zwaną wiola...
Gdzie teraz jest posiadłość pod nr 14 [hip.
525], w XVII wieku stał obszerny dom Stanisława
Jelenia, rajcy magistratu warszawskiego, od
którego nabył go Jan Nowodworski, kasztelan
raciąski. Nowonabywca ów przerobił to domostwo
na wspaniały, chociaż drewniany dwór i takowy
zbył w roku 1638 Piotrowi Szyszkowskiemu,
kasztelanowi wojnickiemu.
Była to postać wybitna w swoim czasie, człowiek
uczony, zwiedzał obce kraje, tam w umiejętności
języków i sztuce rycerskiej ćwiczył się na wielu
wyprawach, a różne poselstwa z nieporównaną
dzielnością odbywał. (Nieścisłe. Posiadłość nr
14 (hip. 525) położona była przy murze obronnym,
podczas gdy dwór Szyszkowskiego, a następnie
Olszowskiego znajdował się pod nr hip. 482, po
przeciwległej stronie ulicy.)
Dwór ten nabył od niego Andrzej Olszowski,
znakomity arcybiskup [gnieźnieński], prymas za
Jana Kazimierza i Michała Wiśniowieckiego, do
którego wyniesienia najwięcej się przyczynił.
Zniesławiony niesłusznie w historii, był
rzeczywiście mężem wielkiej zacności, ojcem
ubogich, dobroczyńcą biednych. Biskup
świętobliwy, senator rozumny i roztropny, który
stare podania Tomickiego i Maciejowskiego
odnowił, a książki swoje wyżej cenił aniżeli
dworskie łaski. On to obu wielkich Załuskich
wychował. Jeden też z tej zacnej rodziny pałac
warszawski, zniszczony za pierwszej wojny
szwedzkiej, nabył w r. 1680 od jego
spadkobierców. Był to Andrzej Załuski, wówczas
sekretarz wielki koronny, później kanclerz
wielki koronny, autor trzechtomowych listów
historycznych, nieoszacowanej wartości do
dziejów krajowych, z których niejeden był
zapewne skreślony w tym pałacu.
Dom ten jest jeszcze i stąd pamiętny, że w nim
założona została w r. 1736 pierwsza szkoła
chirurgiczna w Warszawie, którą otworzył Henryk
Loelhoeffel von Loevensprung, uczeń Boerhawa, a
dziadek uczonego historyka Joachima Lelewela.
Sprowadzony tutaj z Memla [Kłajpedy], kiedy
rozpoczął wykład anatomii z rozbiorem ciał
zbrodniarzy śmiercią ukaranych, przesądne
pospólstwo dowiedziawszy się o tym, tak się
oburzyło, że nauczyciela i uczniów zaledwie nie
ukamienowano. I gdyby się była władza w to nie
wdała, byliby zapewne życie postradali, ale
skończyło się na tym, że szkołę musiano zamknąć.
Obszerną ma kronikę kamienica oznaczona numerami
hipotecznymi 500 lit. a, b i c. Niegdyś
stanowiła ona jedną posiadłość, dziś zaś są tam
oddzielne numera porządkowe 15, 17 i 19.
Była to pierwotnie własność Adama Kosobudzkiego,
wojewody mazowieckiego, który wiele posług dla
dobra publicznego oddał i znaczny majątek
zostawił synowi, lecz ten roztrwonił go
niebacznie i w roku 1618 dwór stojący na wale
sprzedał rodzinie Parysów, także wojewodziców
mazowieckich. Ci wystawili jeszcze wspanialszy
dwór i w roku 1665 sprzedali go Aniołowi Marii
Bandinelliemu, ówczesnemu generalnemu
pocztmistrzowi na pomieszczenie poczty,
przeniesionej tutaj z Krzywego Koła.
W trzy atoli lata potem Bandinelli rzeczony dwór
zbył za 1000 dukatów Gabrielowi Kolendzie,
arcybiskupowi metropolicie ruskiemu. Odtąd
prawie do końca XVIII wieku mieszkali tu
arcypasterze ruscy przebywający w Warszawie.
Ponieważ zaś grunta rozciągały się do ulicy
Miodowej, część zatem będącą po tamtej stronie w
roku 1761 metropolita Florian Hrebnicki darował
oo. bazylianom, przeznaczając na budowę
kościoła, która dopiero w roku 1781 przyszła do
skutku, za metropolity Smogorzewskiego, jak o
tym na swoim miejscu może opowiemy.
Później obszerny plac i ogród został podzielony
pomiędzy kilku właścicieli. Jedną jego część
nabył rząd i wystawił ozdobny pałac oznaczony nr
500 lit. a [obecnie 15], w którym mieszkał
prezes województwa mazowieckiego, a ten to
urząd, gdy w roku 1824 przeniesiony został do
pałacu Mostowskich przy ulicy Przejazd,
posiadłość na Podwalu oddano na własność
arcybiskupów metropolitów warszawskich. Mieszkał
tu pierwszy i tutaj umarł pierwszy metropolita
Wojciech Skarszewski, drugi z kolei arcybiskup,
który przechodził dziwne koleje w swoim życiu.
Godzien w późne wieki wspomnienia i szacunku ks.
Jan Paweł Woronicz, był ostatnim z
arcybiskupów, który te mury zajmował. W roku
1837 Stanisław Choromański, arcybiskup
metropolita, za upoważnieniem rządu sprzedał ten
pałac za sumę 120 000 złp. Towarzystwu
Kredytowemu Ziemskiemu, które się tu mieściło do
roku 1860, dziś zaś zajmuje go władza policyjna
cyrkułu pierwszego i jedenastego.
Losy innych części tejże posiadłości były
następujące: Oznaczona numerem hipotecznym 500
lit. b, czyli porządkowym 17, rozciągała się
podobnież do ulicy Miodowej i zajmowała tam
teraźniejszą posesję pod nr 14 [obecnie 16 i 18,
hip. 486a i b]. Tę w roku 1606 nabył od Jana
Korba, rajcy magistratu warszawskiego, senat
gdański chcąc mieć stałe dla swoich posłów
mieszkanie. Przebudował ją zaraz na obszerny i
piękny dwór i odtąd aż do roku 1796 był jego
posiadaczem.
Dwór Gdańszczan miał dwa wejścia, jedno od ulicy
Miodowej, drugie od Podwala. Jarzębski opisując
go w roku 1643 powiada, że główny wchód był od
bramy pobocznej naprzeciwko Dunaju, gdzie przy
furcie mieszkał odźwierny. Wchodziło się zaś
przez piękne szranki z herbem miasta Gdańska;
dalej był nader wytworny ogród, obfitujący w
drzewa owocowe i kwiaty. Całe zabudowanie,
obszerne, ozdobne i biało tynkowane, stało w
głębi. Była tam żywa krynica i rozmaite porządne
budowle.
Za pruskich czasów magistrat gdański sprzedał tę
posesję w roku 1796 na publicznej licytacji,
odtąd przechodziła w rozmaite ręce. Nabył ją
najprzód Andrzej Montfreuille, kupiec próbujący
wszelakiego handlu, który utrzymywał tutaj skład
nut muzycznych. Ten w roku 1807 sprzedał ją
Janowi Poltzowi za sumę 36 000 złp., od niego
zaś nabył dom w r. 1819 Mateusz Giersz za 126000
złp. i otworzył tam Hotel Słowiański utrzymujący
się dotąd.
Położoną tuż za domem kamienicę, oznaczoną
numerem hipotecznym 500 lit. c, porządkowym 19,
lud od niepamiętnych czasów nazywał Piekłem. I
nie bez zasady dawano jej to miano, gdyż w tym
miejscu wykonywano dawniej wyroki przez spalenie
żywcem obwinionych. Tutaj, jak wieść niesie i
akta archiwalne potwierdzają, wykonany był w r.
1526 okropny wyrok na dwóch niewiastach
posądzonych o otrucie Janusza i Stanisława,
ostatnich książąt mazowieckich...
Tam, gdzie dawniej były stajnie książąt
Lubomirskich, wystawiona została w roku 1755
kamienica, dziś pod nr 42 [hip. 506], w której
na dole są składy obuwia, zwane jatkami
szewskimi czarnej roboty. Dalej, w posesji pod
nr 44 [hip. 505] mieściła się od r. 1798 słynna
w swoim czasie cukiernia Carluzza Palmoni, który
przybył z Rzymu z nuncjuszem papieskim Garampim
i należał do jego dworu, później zaś utrzymywał
tutaj bilard i dawał szczególnej dobroci lody,
uważane za najlepsze w Warszawie.
Pamiątką usiłowań marszałka wielkiego koronnego
Stanisława Lubomirskiego co do zaprowadzenia
porządku w tej części miasta pozostał w jatkach
rzeźniczych w posesji pod nr 48 [hip, 504]
sumariusz dokumentów tego cechu, który podaje,
że jatki te były wystawione w roku 1770 i
kosztowały 21 426 złp., lecz gdy suma ta była
niedostateczna dla dokończenia jatek, dołożono
jeszcze 4 369 złp. i spłacono dom Gąseckiego,
który stał w tym miejscu, za 3 500 złp. Dochód w
roku 1771 z najmu jatek czynił 5 400 złp. Po
roku 1815 na nowo urządzone, przyozdobione
zostały odpowiednimi godłami.
Na koniec mały przesmyk, zwany niegdyś ulicą
Wąską, ina którą wychodzą boki posesji pod nr
590 i 591 przy ulicy Długiej położonych, istniał
tutaj od dawna. Pierwszy ślad uporządkowania tej
miejscowości znaleźliśmy w aktach z roku 1720.
Wówczas magistrat na posiedzeniu dnia 8 sierpnia
postanowił, aby uliczkę z Podwala ku Długiej
ulicy idącą wyreperować dla wygodnego tam
przejazdu.
Na zakończenie ciekawostka związana z
Podwalem: ... tam, gdzie Dunaj łączy się z
Podwalem, na miejscu teraźniejszych kamienic od
Podwala pod nr 26 i 28 [hip. 515/16 i 517/18], a
od Dunaju pod nr 14 [hip. 514] stała brama
miejska, zwana Poboczną albo Boczną, która była
jedną z trzech głównych bram zamykających
warowne mury otaczające Starą Warszawę. W roku
1655 na nowo odbudowana i silnie wzmocniona za
pierwszej wojny szwedzkiej. W szturmie miasta
staczano przy niej najzaciętsze boje. Składała
się ona z dwóch złączonych z sobą
czworograniastych budynków i rozebrana została
przy końcu XVIII wieku.
Przy niej od najdawniejszych czasów znajdowało
się mieszkanie kata, pod którego dozorem, jak
się z akt pokazuje, zostawały kobiety upadłe i
zapewne temu przypisać należy, że w tej części
miasta utrzymywały się do ostatnich czasów domy
tolerowane.
 |
Podwale
- nie istniejące współcześnie
kamienice po stronie wschodniej,
dziś to miejsce zajmuje fosa przy
murach staromiejskich.
Kamienica środkowa na zdjęciu to
kamienica Sommera, po lewej
kamienica o numerze 28,
gdzie jak widać na szyldzie
w 1939 roku Franciszek Rojek
prowadził mydlarnię. |
|