|
Ogród Saski w Warszawie.
Porównanie z zagranicznemi.
— Położenie, rozległość, postać. — Jego przeszłość,
początek, stan i zmiany w rozmaitych czasach.
Chlubi się tém Warszawa, że
w innych wielkich miastach niéma podobnego jak Saski
ogród. Rzeczywiście, tak obszernego, w środku miasta
położonego, nigdzie nie znajdzie. Berlin naprzykład nie
ma właściwie żadnych publicznych ogrodów; w Wiedniu
bliższe są zamałe, a Prater zadaleko; podobnież
drezdeński Grossgarten zanadto przypomina las z którego
powstał. Szczupłe są paryzkie ogrody przy pałacach
tuileryjskiin, luksemburgskim i Palais Royal; oddalone
Jardin des plantes i d’acclimatisation, służą bardziej
do celów zoologicznych, zaś parki de Monceaux, Bois de
Boulogne i des Buttes Chaumont sztucznemi powabami
grzeszą. Śliczne są w Londynie St. James park, The Green
park, Hyde park, Regents park i Victoria park,
nieporównane co do swej rozległości, rozkładu, wiecznéj
zieleni aksamitnych trawników i ładnych rzeczułek; ale
to parki obszerne, a nie ogrody.
 |
Celuje więc
pomiędzy niemi ogród Saski, ulubiony od
Warszawian, którym z pokolenia w pokolenie, od
niemowlęctwa do późnéj starości, służy za
najmilszą rozrywkę i jest miejscem licznych
zawsze przyjemności.
Przestrzeń jego
zajmuje 28 morgów gruntu, granice zaś ustalone
ściśle na wschód od Saskiego placu posesyami
warszawskiego wojennego okręgu i Malhoma, na
zachód ulicami Targową i Żabią, na północ
pałacem Brylowskim, ulicą Niecałą i tyłami domów
z ulicy Senatorskiej wychodzących; na południe
posesyami Strasburgera i ulicą Królewską, od
której, równie jak od Żabiej i placu za Żelazną
bramą, oddziela go krata żelazna.
Przy wejściu
przybysz spotyka wielki, w kształcie obszernej
patery zbudowany wodotrysk, mający klomby
kwiatów po bokach, za któremi idą cieniste
aleje, ozdobione kamiennymi posągami,
pozostałemi z pierwotnego ogrodu. Za głównym
wodotryskiem jest dokładny kompas marmurowy,
wystawiony z zapisu Antoniego Magiera, a wprost
niego rozpoczyna się wielka środkowa aleja,
idąca przez całą długość. ogrodu, ze wszystkich
najszersza i najozdobniejsza. Daléj na usypanym
umyślnie wzgórzu wznosi się wspaniały, w
kształcie rotundy zbudowany wodozbiór u spodu
którego wydrążenie owalne pierwotnie wykopane na
zbiorowisko wody ściekającej z głównéj fontany,
ubiérają klomby kwiatów. Jeden z tych klombów
formuje kompas słoneczny, zapomocą cyfr z
gałązek bukszpanu przyciętych, przy saméj ziemi
ułożony. Pośród téj przestrzeni wznosi się znowu
pagórek, na wierzchołku którego znajduje się
piękny wodozbiorek z fontanną,
We wszystkich
stronach grupy drzew rosnących od dwóch wieków,
odkrywają malownicze widoki, z jednéj strony na
kościół ewangielicki, z drugiéj na wieże
kościoła śgo Antoniego.
Aleje tutejsze
podobnie jak w wiedeńskim Praterze noszą pewne
nazwiska, przeinaczenie ich wskazujące, tylko
nie tak ściśle jak tam przestrzegane. Są np.
aleje westchnień i marzeń, aleje literatów i
emerytów, aleje guwernantek i t. d.; są osobne
miejsca dla drobnej dziatwy i ustronia od
starców upodobane.
Charakterystyczną
przedewszystkiém jest fizyognomia tego ogrodu
każdéj porze roku, w dnie powszednie i święta,
szczególniéj wiosną i latem, rozumié się oprócz
dni wyjątkowych, w których odbywają się tłumne
loterye coroczne na cele dobroczynne. |
Ze świtem przechodzą tędy
śpieszące na targ gosposie, nieobładowane koszykami, bo
takim przejście jest wzbronione. Jednocześnie prawie
jeżdżący na welocypedach rozpoczynają swoje po ogrodzie
kursa, co od niedawna weszło w modę, i zawzięci
zwolennicy hydropatyi zaczynają pić z tutejszéj pompy
wodę, uważaną za najlepszą do tego rodzaju kuracyi.
Odbyt tej wody nie ustaje w ciągu całego dnia, przy
usłudze wychowańców Towarzystwa dobroczynności, którzy
ją podają publiczności od lat kilkunastu.
Około 7 z rana zmieniają
się postacie spacerujących; miejsce przechodniów i
hydropatów, zastępują przy dźwięku przygrywającej
orkiestry pijący wody mineralne, co zwykle bywa w porze
od połowy maja do września. Szczególnie w dnie
niedzielne i święta wody mineralne bywają tutaj bardzo
świetne; jest to wyborna sposobność popisywania się z
wszelkiego rodzaju strojami rannemi i nierannemi, z
czego warszawska płeć piękna korzystać nie zaniedbuje. A
że chorym zwykle towarzyszą zdrowi, ztąd często liczne
bywają zebrania, przyciągające cały świat młodzieży.
Od 9 do 1 z południa Saski
ogród staje się pastwą dzieci, guwernantek, bon i
nianiek rozmaitego stanu i języka. Przechodnie muszą
ustępować z drogi popychanym wózkom, mały welocypedystom,
podrzucanym piłkom i kółkom wirującym we wszystkich
kierunkach. Na ławkach zasiadają nadzorczynie,
częstokroć wcale dziećmi nie zajmujące się i w bocznych
alejach uprzyjemniające sobie mozolne trudy w rozmaity
sposób. Od strony zaś kościoła św. Antoniego hałaśliwe
tłumy niemowląt z piastunkami, zalegają przeznaczone dla
nich trawniki.
Przechadzają się jeszcze po
ogrodzie wysłużeni wojskowi, urzędnicy, emeryci i starzy
kawalerowie-kapitaliści, którzy podzieleni na właściwe
sobie kółka, prowadzą dysputy, cały dzień tu przesiadują
i wychodzą zaledwie na obiad.
Nastaje godzina 1 do 3.
Wtedy modny świat obojga płci znowu tutaj wraca,
zgromadzając się mniéj licznie w dnie powszednie, a
licznie bardzo w niedziele i święta w piérwszej bocznej
alei po lewéj ręce, która nastręcza pożądany cień, oraz
w środkowej. Ławki w téj części ogrodu są wtedy
zapełnione, a tam i napowrót krążą ciągle liczne tłumy
dam i mężczyzn, odbywając jakby wystawę toaletową i
przegląd najświeższych okazów mody, w których przesadza
się zawsze mianowicie płeć piękna.
Podobny
temu zwyczaj, o ile wiemy, ma tylko jedna Bruksella, z
tą wszakże różnicą, że przechadzki dam w tamecznym
miejskim parku, zwykle także po skończoném nabożeństwie
odbywane, nigdzie już indziéj w ciągu całego dnia nie
mają miejsca.
Ogród Saski wyludnia się po godzinie 3; do 4-éj
przechadzają się w nim wszakże dla nabrania apetytu
ludzie trzymający się wiernie higienicznych przed
obiadem przepisów.
|
 |
Trzeci periód
liczniejszej publiczności bywa, zwłaszcza w
niedziele i święta, od godziny 4éj do 6éj. Tym
razem za główny punkt zebrania służy aleja
środkowa, która zapełnia się inném już
towarzystwem. Przybywają mieszkańcy oddalonych
ulic, rodziny obywateli miejskich, pilnych w
ciągu całego tygodnia pracowników, którzy
tradycyjnie, jak ich pradziadowie, o téj porze
Saski ogród odwiedzają. Nie widać tu wtedy
zbytku w strojach, lubo mody niezupełnie są
pominięte. Wyróżniają się dosadne postacią
mężczyzn i okrągłe, pełne ale hoże typy
prawdziwych Warszawianek.
|
 |
Ostatnia
zmiana ogrodu bywa codziennie w godzinach wieczornych,
po zamknięciu biur, kantorów, sklepów i zakończeniu
wszelkiéj pracy. Na wiosnę, w lecie i do późnéj jesieni
publiczność licznie się tu zgromadza, i jeżeli nie
łączy to ujednostajnia coraz bardziéj, oprócz dni
sobotnich w których bywa napływ ludności wyznania
izraelskiego. Zapełniają wtedy ogród liczne ich rodziny,
przesadzające się bogactwem i wytwornością strojów
kobiet często odznaczających się dziwnie pięknemi rysami
wschodniego typu.
Ogół zwykłéj publiczności dzieli się na przybywających
wyłącznie dla przechadzki, któréj używają w bocznych
alejach lub naokoło ogrodu, na spacerujących w wielkiéj
środkowéj alei i zasiadających jej ławki, aby widziéć
innych i być widzianymi, wreszcie na siedzących parami
pod cieniem drzew oddalonych, dopóki wszystkich
grzechotka nic zawiadomi, że ogród się zamyka.
O charakterystyce ogrodu w zimie niewiele jest do
powiedzenia.. Pozostawiony na pastwę śniegom, wronom i
hydropatom, którzy jedni są mu zawsze wiernymi;
wyjątkowo tylko ożywia się w dnie pogodne.
Skréśliwszy teraźniejszą postać, zwyczaje i obyczaje
ogrodu Saskiego, przystępuję do opisu jego przeszłości,
kiedy powstał, zkąd ma nazwisko i jakie przechodził
koleje, zanim. przyprowadzony został do obecnego stanu.
Od dawnych bardzo wieków, jeszcze za
książąt
mazowieckich,
i późniéj aż do końca XVI stulecia, były na tém miejscu
pola i role folwarku rządowego, do starostwa
warszawskiego należące, którego grunta z czasem, dla
powiększenia dochodów lub w nagrodę zasług,
odstępowano częściowo rozmaitym osobom.
Na pozyskanych w ten sposób placach, już w piérwszéj
połowic XVII wieku możniejsi wybudowali pałace i dwory,
pomiędzy któremi gdzie dziś jest gmach zwany pałacem
Saskim, do warszawskiego wojennego okręgu należący, stał
okazały pałac Morsztynów, wzniesiony w r. 1657 na
gruncie starostwa przez Tobiasza Morsztyna łowczego w.
kor., przy którym jednocześnie i ogród założono.
Był to piérwszy zawiązek teraźniejszego ogrodu, nie
obszerny w przestrzeni i służący tylko do użytku
właściciela. Pałac i ogród w r. 1664 przeszedł w spadku
na brata jego Andrzeja Morsztyna, późniejszego
podskarbiego w. kor., głośnego w historyi i znanego
także w dawnéj literaturze poety. Wyjednał on sobie
przyznanie jego dziedzictwa i ostateczne od gruntów
starostwa odłączenie dopiéro ustawą rządową 1673 r.
(Vol. Leg. V f 112) mieszkał w nim ciągle i pod
cieniem drzew tutejszego ogrodu szukał zapewne
natchnienia do swego pięknego poematu Psyche, układał
śliczne sonety i wygładzał swój przekład Cyda.
Tobiasz
Morsztyn, oddając majątek bratu, zapisał przy tém w
testamencie (15 października 1664 r.) 30,000 złp. na
szpital bonifratrów, istniejący od roku 1650 na Lesznie,
a przez wojnę szwedzką zniszczony. Wypełniając przeto
wolę zmarłego, Andrzej, potężny już wtedy w kraju, z
łatwością uzyskał od starostwa i od miasteczka Grzybowa
wydzielenie przy swojéj posiadłości potrzebnéj
przestrzeni gruntu i na niéj wystawił kościół, klasztor
i szpital na ośmiu chorych cierpiących na umyśle, do
którego bonifratrzy przenieśli się w r. 1666. Piérwszym
przeorem tutejszym był ks. Eustachy Biesiekierski
Drewniane budowle całego
tego zakładu stały w stronie ulicy Królewewskiéj, od
teraźniejszego kościoła Ewangelickiego w tém miejscu
ogrodu, gdzie jest dzisiaj obszerny trawnik z kilkoma
drzewami owocowemi i gdzie przed kilkunastu laty drzewa
wywrócone przez burzę odkryły kości ludzkie, pozostałe z
istniejącego obok cmentarza.
Przez lat 49 szpital
sąsiadował z ogrodem swych założycieli. W ciągu tego
czasu Morsztyn wyniósł się z kraju, a pałac z ogrodem
przeszedł na własność jego córek, Ludwiki zamężnéj
Bielińskiéj marszałkowéj w. kor. i Izabelli
podkanclerzyny lit.

W roku 1713 kupił go od
nich król August II elektor saski za 100,000 tynfów i na
swoję prywatną rezydencją przebudował. Chcąc zaś mieć
przy niej ogród stosowny ponabywał sąsiednie
posiadłości, mianowicie położone wtedy w obrębie
teraźniejszego ogrodu pałce i dwory Tarłów w r. 1714,
Stefana Leszczyńskiego wojewody kaliskiego w r. 1720,
Denhofów późniéj Lubomirskich i Józefa Małachowskiego
(W zbiorach p. Wilhelma Kolberga znajduje się plan
wykazujący szczegółowo położenie i obszerność tych
posiadłości). Nakoniec w r. 1726 skupił za summę
12,000 talarów wszystkie budowle bonifratrów, którzy za
otrzymane pieniądze przenieśli się ztąd na Nowe miasto i
na teraźniejszém miejscu usadowili.
Po zniesieniu wyżéj
wymienionych zabudowań, założony został w guście
francuzkim wielki ogród, rozciągający się niemal do
teraźnicjszéj jego objętości. Podług bowiem dokładnego
planu z r. 1762, zgodnie z późniejszemi planami, miał
średnią długość 116 prętów, średnią szerokość 70 prętów
czli na przestrzeni swej zajmował morgów dawnych 27
nowych 28 i prętów 9.
Ogród otwarty dla
publiczności piérwszy raz 27 maja 1727 roku, odtąd
otrzymał swoje nazwisko i stał się najulubieńszem
miejscem przechadzek dla mieszkańców Warszawy.
Pierwotnie wszakże, jak o tém źródła archiwalne i plan z
roku 1762 przekonywaj, otaczały go od strony ulicy
Królewskiéj długie zabudowania z pruskiego muru,
mieszczące w sobie koszary i lazaret wojskowy, tudzież
rejtszulę. Niedaleko niéj, obok muru opasującego pałac
Saski od téjże ulicy, stał obszerny i wyniosły gmach
teatru, tak zwany wówczas Opernhanus, prowadzący
do uliczki zwanej Pacienburg. Daléj ku ulicy
Granicznéj oficyna przeznaczona na skład dekoracyj i
maszyn teatralnych, a za nią stajnie, wozownie, lazaret
stajenny i inne zabudowania przez całą długość ulicy
Żabiej ciągnące się, które łączył mur zdobny w bastyony.
Mur również oddzielał ogród od strony Brylowskiego
pałacu.
Wewnątrz po obu stronach
znajdowały się dwa osobne ogrody ozdobniejsze,
rozciągające się blizko i do jego połowy, które nosiły
nazwisko po prawéj ogrodu królowéj, a po lewéj króla.
Oba oddzielone sztachetami, służyły wyłącznie do użytku
dworu i były nieprzystępne dla publiczności, jak to ma
miejsce i w innych monarszych ogrodach. Za temi
wewnętrznemi ogródkami, po prawéj stronie na wzgórzu,
stały cieplarnie i ananasarnie tudzież mieszkanie
ogrodnika, a po bokach sady warzywne i owocowe.
Publiczność miała tylko
wejście z miasta przez drzwi środkowe wielkiéj sieni
pałacowéj i przez jednę ogromną bramę, od któréj targ
otrzymał późniéj nazwisko „za Żelazną bramą”. Brama ta
stała w tém miejscu, gdzie jest teraz zbieg ulic
Granicznéj i Zabiéj; do tego miejsca bowiem ogród się
rozciągał. Wystawiona była z granitu i ciosu w kształcie
takim, jak jest dotąd brama ogrodu Krasińskich,
wychodząc od ulicy Nalewki. Zamykały ją drzwi środkowe i
dwie boczne furtki w kraty żelazne opatrzone, a na jéj
szczycie mieściły się z piaskowca wyrobione dwie
olbrzymie korony, królewska i elektoralna, zaś po obu
jej stronach murowane oficyny i dwa bastyony.
O stanie ogrodu w kilka lat
po jego założeniu mamy wiadomość w opisie Warszawy
doktora ErndtIa, drukowanym w r. 1730. Chwali on
mianowicie tutejsze cieplarnie, w których, jak powiada,
cytryny, pomarańcze, laury i inne egzotyczne rośliny
wyborem i pięknością swoją ze znajdującemi się we
Włoszech i Hiszpanii bezpiecznie walczyć mogły.
Najprzyjemniejsze, jak utrzymuje, były ulice wzdłuż
ogrodu po obu stronach lipami wysadzone. Drzewa te w
przeciągu lat sześciu wybiegły do 10 łokci wysokości i
staraniem ogrodnika królewskiego zrównały się już z temi
które przed laty trzydziestu sadzono, to jest z
pozostałemi po Morsztynach, Prócz tego w całéj
przestrzeni ogrodu, aż do wielkiego przysionka, śród
wysypanych piaskiem zakrętów i bukszpanowych szpalerów,
znajdowała się moc niezmierna pozłacanych posągów i
zachwycające zewsząd odkrywały się widoki (Varsavia
phis. Ill.)
Król August III, syn
poprzedzającego monarchy, z upodobaniem w pałacu Saskim
mieszkający, zmienił ogród stosownie do panującego
smaku. Niektóre pozłacane posągi zastąpiono innemi o
czém przekonywa medalion z popiersiem tego króla, na
jednym z nich dotąd znajdujących się. Zamierzano nawet
ozdobić go wodotryskami, co jednak, pomimo przygotowań,
nic przyszło do skutku. Mianowicie chwalono wtedy
sztucznie wycinane tutejsze szpalery.
|
 |
|
 |
Po zgonie Augusta III pałac
z ogrodem, jako prywatna własność do elektorów saskich
należąca, zostawał aż do końca zeszłego wieku pod
zarządem i kierowanym z Drezna i zawiadywaniem osobnego
intendenta. Mieszkania w pałacu były wtedy wynajmowane,
ogród zaś, dla zmniejszenia kosztu jego utrzymania,
powierzono nadwornemu ogrodnikowi, pod warunkiem aby
części spacerowe w należytym zachowywał porządku. W
nagrodę tego oprócz i szczupłéj pensyi, miał sobie
oddany nieograniczony użytek z obydwu bocznych ogrodów,
warzywnego i owocowego, tudzież z oranżeryi, ananasami,
namiotów, altan i t. p.
Układ to był bardzo
korzystny dla ogrodnika, ale nie dla publicznego ogrodu,
który odtąd dla widoków zysku musiał być
zaniedbywanym.
Według opisu ostatniego
tutejszego intendenta Szymona Zuga, znakomitego przytém
budowniczego kościoła ewangelickiego w Warszawie i
niepospolitego sztuki ogrodniczej znawcy, ogród Saski w
r. 1784 składał się długiéj i szerokiej kwiatawy,
otoczonej lipami i kasztanami, z wysokich szpalerów i
brzydkich posągów. W końcu jego znajdowała się otwarta
budowla ozdobiona kolumnami i pilastrami korynckiemi,
którą poprzedni królowie sascy przeznaczyli na wodozbiór
do zamierzonych fontan; wtedy zaś służyła już jako
altana na miejsce sprzedaży różnych chłodników; za nią
znajdowały się jeszcze cieniste przechadzki, a z dwóch
stron kwiatawy sady i warzywne ogrody, z kilkoma mało
znaczącymi budynkami. Środek tego ogrodu otwarty był dla
wszystkich, a przejście przez niego dozwolone dla
publiczności. Za króla Augusta III rabaty pełne kwiatów
i oranżerye zdobiły ten ogród, lecz w r. 1784 miejsce
ich zajmowały trawniki, aleje zaś i szpalery utrzymywano
zaledwie w dobrym stanie, dwór bowiem saski, nie łożył
na to tak dalece, że wyżéj wspomniana altana, w dość
dobrym zbudowana smaku, blizką była zniszczenia (Ogrody
warszawskie opisane w Hirschwelda Theorie der
Gartenenkunst.)
Przy zakupieniu przez rząd
pruski pałacu i ogrodu Saskiego i objęciu onego w r.
1797, był nadwornym ogrodnikiem Krystyan Menke, którego
pozostawiono na poprzednich warunkach, a po śmierci
tegoż w r. 1807, dano to miejsce jego zięciowi, Janowi
Ulrychowi, ostatniemu który zawiadywał tutejszym ogrodem
na swoją korzyść i także i bardziéj dbał o swój dochód,
aniżeli o dogodność publiczną. Części téż przeznaczone
dla publiczności, chociaż uczęszczane i zawsze ulubione,
w najsmutniejszym znajdowały się stanie. Za księztwa
warszawskiego i długo jeszcze potém mustrowały się tutaj
wojska, uszkadzając szpalery, ulice i posągi, których
jeszcze w r. 1821 liczono 25, ale już zupełnie
połamanych i z podstaw swoich na ziemię zrzuconych.
Dawne budowle koło ogrodu jedne przez czas zniszczone
rozebrano i zastąpiono parkanem drewnianym; w miejscu
innych stanęły liche jednopiętrowe domki przez ubóstwo
zamieszkane, lub zajęte na pracownie stelmachów, kowali,
stolarzy, szewców i t. p.; wreszcie zamieniono je na
prywatne wozownie i stajnie furmanów, obok których szła
wązka ulica, a dalej ku Grzybowowi mieścił się targ na
konie. Wewnątrz ogrodu rozsiadły się na wzgórzach
obszerne zabudowania ogrodnika, jego mieszkanie,
stajnie, obory, własne oranżerye tudzież altany na
cukiernie i kawiarnie obracane.
Wspomniana wyżéj budowla do
projektowanego wodozbioru stała na wysoko wzniesioném
miejscu, w trzeciéj części ogrodu od Żelaznćj bramy:
Miała i ona na szczycie okazałą galeryą i znana była aż
do ostatnich czasów pod nazwiskiem Wielkiéj altany,
którą za Sasów i później jeszcze iluminowano w i dnie
uroczyste dworskie, a na wiérzchu jéj palono ognie
sztuczne. W roku 1804 z polecenia rządu , pruskiego
zaczęto tę altanę burzyć, lecz gdy zaledwie do połowy ją
rozebrano, przyszedł rozkaz z Berlina aby ją zostawić.
Dla zbyt wielkich kosztów nie można już było, przywrócić
jéj do dawnego stanu; z reszty przeto murów wystawiono
mniejszą i nie tak okazałą altanę, w której Karol Lessel
nadworny królewski cukiernik, utrzymywał bufet letnią
porą.

Od roku 1806 pałac Saski z
ogrodem, zostawszy własnością korony, oddany został pod
zarząd tak zwanej izby administracyjnej dóbr koronnych,
która po utworzeniu królestwa przeszła pod zarząd b.
komisyi rządowej przychodów i skarbu. Gdy zaś
postanowieniem namiestnika z 1815 r. pałac ze wszelkiemi
do niego należącemi pawilonami i budynkami, tudzież z
dawną rejtszulą saską przeszedł pod zawiadywanie
dyrekcyi inżenierów, jako na pomieszczenie sztabu wojska
przeznaczony, ogród z wewnętrzneni otaczającemi go
zabudowaniami pozostał przy skarbie.
W tej epoce, za powodem
ministerstwa spraw wewnętrznych i policyi, czyniono
najświetniejsze przekształcenia w Warszawie; zwrócono
przeto uwagę i na stan ogrodu Saskiego. Komisya skarbu
oddała go ostatecznie w r. 1820 pod zarząd komisyi spraw
wewnętrznych, a ta widząc że odłączenie dwóch bocznych
ogrodów od publicznego ścieśniało miejsce przechadzki,
przedewszystkiém zniosła dawniejsze jego urządzenie,
części osobne połączyła i utworzyła teraźniejszą całość.
Poczynając od roku 1816,
ogród Saski przerobiono zupełnie na sposób angielski.
Plan do tego przekształcenia podał p. Sauvage ogrodnik
puławski, a roboty prowadził i wykonał Jan Strobel.
Pierwszy tutejszy ogrodnik rządowy. Wytknięto wtedy inne
ulice i aleje, splantowano i wzniesiono pagórki i
wzgórza, zasadzono nowe drzewa i klomby, odkryto śliczne
widoki na kościół ewangelicki, wieże kościoła śgo
Antoniego i tym podobne malownicze miejsca. W celu
upiększenia i rozszerzenia ogrodu tudzież przyległych mu
ulic, rozebrano stare budowle z czasów saskich
pozostałe, tak od ulicy Królewskiéj, Granicznej,
Targowej i Żabiej, jak i wewnątrz będące altany,
oranżerye, ananasarnie oraz gospodarskie po ogrodnikach
zabudowania.
W roku 1816, z powodu zaprowadzenia walnych jarmarków w
Warszawie, powstał nowy plac pomiędzy Żelazną bramą
ogrodową a ówczesnym pałacem Lubomirskich, dla
rozszerzenia którego, ozdoby miejsca i wygody
handlujących, dawniejszą ciosową bramę tudzież oficyny
do niej przytykające rozebrano i ogród uszczuplony
został na długość o łokci 120, na szerokość o łokci 200.
Chciano wprawdzie później przywrócić go do poprzedniej
objętości, ulicę dawną otworzyć od Królewskiéj, dać
kratę jak po drugiéj stronie i dom narożny podobnie
wystawić, ale zaniechano tego zamiaru dla braku
funduszów i na tém miejscu wybudowano następnie cztéry
teraźniejsze posesye Nr. 413, literami d, e, f, g
oznaczone.
W tym samym zamiarze, aby
mieszkania przy ogrodzie mogły być zamienione na budowle
ozdobne, do wygody jarmarków służące i aby grunt ot
potrzeby ogrodowéj zbywający; ku ozdobie przeznaczony,
przynosił stosowny pożytek, rozdano na wieczystą
dzierżawę rozmaite place, na których powstały w r. 1818
rotunda cukierni i posiadłość Lessla (dziś
Strasburgera), następnie dziesięć innych posesyj, przy
ulicy Granicznej i Żabiéj teraz istniejących. Obok dawné
rejtszuli Saskiéj, staneła w roku 1823 nowa ujeżdżalnia,
podług planu Jakuba Kubickiego. Targ koński przeniesiono
ztad w r. 1817 na Muranów, wreszcie od ulicy Królewskiéj
i Żabiéj dano kratę żelazną ze sztycami pozłacanemi,
która teraz otwiérają cztéry bramy, dwie od ulicy
Targowéj i Żabiéj.
W ten sposób ogród Saski
urządzony, później rozmaitych dostojnych osób pomysłem
upiększany, słynął ze swéj okazałości, która go miedzy
najwytworniejsze publiczne ogrody w Europie słusznie
zaliczać kazała. Szczególnie piękne były wtedy klomby i
różne ścieżki, okazujące najwspanialsze na przemiany
widoki. Zgodnie z ówczesnym upodobaniem do angielskiej
mody, ogród Saski miał do roku 1825, jak dotąd londyński
Hydepark, ulice, po których pozwalano damom używać
konnéj przejażdżki w towarzystwie męzkiém i w godzinach
na to wybaczonych. Silono się téż przez pewien czas na
konne elegancye, dopóki te wraz z modą nie ustały.
Popadł potém ogród w
zaniedbanie trwające do r. 1836; drzewa zarosły, ulice
były błotniste i pełne wybojów, brakowało ławek lub
stare i spróchniałe siedzenia szpeciły go i od siedzenia
odstręczały. Posągi kamienne, pochodzące z pierwotnego
saskiego urządzenia skutkiem działania czasu, a bardziéj
jeszcze psotnej ręki przechodniów, uległy częściowemu
zniszczeniu. Jednym brakowało ręki, odbito nogę, urwano
róg szaty, inne strącone z podstaw leżały na ziemi.
Tak było do roku 1842, w
którym dla zachowania tych ozdób i przywrócenia
właściwemu użytkowi przedsięwzięto pierwszą ich naprawę,
uzupełnioną następnie w r. 1865.
Stoją one teraz prawie na
tém samem miejscu jak niegdyś przy założeniu, cztéry
przy wejściu, a 19 przy bocznych alejach. Figury te,
zrobione w guście francuzkim z epoki upadku sztuki, nie
są bynajmniej wzorowe ale nie tak znowu wstrętne jak
niektórzy mniemali. Wyszły one z pod dłuta kilku
rzeźbiarzy; jedne są wcześniejsze, drugie późniejsze,
niektóre lepiej inne mniéj dobrze wykonane. W ogóle w
ozdobieniu niemi ogrodu przewodniczyła myśl
przedstawienia odpowiednich sobie symbolów, według
pewnéj kolei w ogrodzie umieszczonych. Przekonywa o tém
rozkład figur, które i ile na dawném miejscu stoją nie
tylko swemi godłami ale i następstwem objaśniają się. I
tak poczynając od głównego wchodu z placu Saskiego,
pierwsza figura po lewej stronie przedstawia
astronomią, odpowiednia tejże po prawej jest
geometryą, co wskazuje trzymany w ręku kątomierz i
książka, oraz oko na łańcuchu zawieszone na piersiach.
Następne cztery figury po obu stronach przedstawiają
odpowiednie sobie sztuki piękne, to jest budownictwo,
muzykę, rzeźbę i malarstwo. Mają one wszystkie
stosowne godła, rzeźbiarstwo zaś oprócz młota
drewnianego na dole, trzyma w ręku medalion z dokładném
popiersiem króla Augusta III. Dalej za niemi czwarta
figura w szeregu po prawéj stronie, a siódma w ogólnym
porządku, przedstawia próżność, co wskazuje dumna
jéj postawa oraz trzymane w jedném ręku zwierciadło, a w
drugiem bania. Odpowiednią téj po drugiej stronie figurą
jest roztropność, o czém przekonywa szczególnie
napis łaciński inspice, caulus eris (wejrzyj, a
będziesz roztropny). Wracając się do alei, po prawéj
stronie, spostrzegamy figurę oznaczającą medycynę,
a zaraz za nią następujące przedstawiają cztery pory
roku: zimę, wiosnę, lato i jesień, ze stosownemi
godłami. Cztérnasta z porządku, a ósma po prawéj stronie
figura wyobraża chronologią w postaci zgrzybiałej
niewiasty, z kompasem w ręku i globusem u nóg, a
naprzeciw niej widać arytmetykę, kreślącą jedną ręką na
książce liczby i mającą na sukni napis: par et impar
(równe i nierówne). Za nią następuje Jowisz,
daléj inżenieria, trzymająca w ręku tablicę z
narysowanym planem fortyfikacyi wielokątnéj. Tuż obok
figura wyobraża nagrodę, trzyma bowiem w jedném ręku
gałązkę lauru, a w drugiém kwadratowy kamień, jakby jaki
podarunek. Wreszcie ostatnią, figurą jest Wenus,
wcale nie powabna i niedbale wyrobiona. Cztéry figury
ustawione dopiero w r. 1865 po bokach głównego
wodotrysku, przeniesione są z gmachu ujeżdżalni, dla
której ozdobienia wzięte były z ogrodu. Piérwsza z nich,
z mieczem u boku i szyszakiem na głowie, oznacza
historyą o czém przekonywa w jednej ręce trzymany
rylec, w drugiej księgi mające na wiérzchu klepsydrę,
wskazującą iż przeznaczeniem jest dziejopisarstwa
skréślać dla potomności sprawy wojny i pokoju odległych
czasów. Naprzeciwko niej stoi poezya, trzymająca
na jednéj ręce wieniec w drugiej trąbę sławy: u stóp jéj
goreje ogień natchnienia. Trzecia figura jest
geografią, trzyma bowiem glob ziemski w ręku.
Czwarta oznacza rolnictwo w postaci bogini ziemi Gei,
która trzyma na lewém ręku niewiastę-karmicielkę czyli
Dianę efezyjską, będącą symbolem matki-przyrody. Bliżej
objaśnia ją jeszcze znajdujący się tamże łaciński napis:
non aliunde (znikąd inąd wszelkie mienie) i daléj
ad operam (do pracy).
Najsilniejszą atoli pobudką
do upiększenia ogrodu stało się powstanie zakładu wód
mineralnych sztucznych w gmachu w roku 1847 wystawionym
od strony ulicy Granicznéj na tutejszym gruncie przez
Jakuba Flatau bankiera, podług planu Henryka Markoniego,
na wzór łaźni Dyoklecyana. Zdobią go na czele cztéry
posągi dłuta Ludwika Kaufmanna w naturalnej wielkości,
wyobrażające Hipokratesa, hygienę, chemią i przyrodę,
obok których mieszczą się popiersia Augusta Wolfa,
Franciszka Brandta, Józefa Czekierskiego i Józefa
Celińskiego, najsławniejszych owego czasu lekarzy,
których Warszawa z wdzięcznością wspomina. Z pod fasady
tego gmachu rozciągają się obszerna galerya dla
przechadzek w dnie słotne i laboratorya.
Otwarcie tego zakładu (piérwszy
raz w d. 15 maja 1847 r.) wnet licznie przez publiczność
uczęszczanego; urządzenie wystawy kwiatów, krzewów i
ogrodowizn w jego zabudowaniach (2 października t.r.);
coroczne zabawy muzykalno-kwiatowe z loteryą połączone,
na korzyść Dobroczynności (piérwsza w dniu 1 lipca
1850); zaprowadzenie w r. 1851 wodociągów; pyszny główny
wodozbiór i wielki wodotrysk (puszczony pierwszy raz 16
czerwca 1855); wreszcie utrwalony zwyczaj przechadzek w
godzinach południowych naj wytworniejszego towarzystwa,
- wszystko to wpłynęło na coraz pomyślniejsze zmiany w
stanie ogrodu.
Pod skrzydła wód
mineralnych przytuliły się w nim i inne przemysłowe
zakłady, przyczyniające się także w części do lepszego
jego urządzenia. Powstawały kawiarnie, jedna od ulicy
Granicznéj przy ogródku przeznaczonym na inspekta, druga
później przy ujeżdżalni, którą teraz zamieniono na
zakład leczenia kumysem. Obok kształtnego domku
ogrodnika, w r. 1838 wymurowanego, założono mleczarnię,
cieszącą się dobrym odbytem. Dalej przy i jednej z
bocznych alei w gustownym domku szwajcarskim mieści się
w porze letniéj owocarnia. W środkowej alei stanęła
ozdobna, drewniana altana w stylu maurytańskim,
wzniesiona przez p. Wincentego Karpińskiego , pińskiego
aptekarza, do sprzedaży wody sodowej, której w porze
upałów tysiące kufelków codziennie się rozchodzi. Przy
murze zaś, poczynając od Brylowskiego pałacu,
przystawiono tego lata strzelnicę klubu myśliwskiego, do
której w oznaczonych godzinach mają wstęp miłośnicy
strzelania. |
Najważniejsze wszakże
zmiany nastały od czasu, gdy postanowieniem b. rady
administracyjnej królestwa z 12 grudnia 1848 r. ogród z
tém wszystkiém co do niego należy, został własnością
miasta, przeszedłszy do nowego roku 1849 z pod
zawiadywania komisyi spraw wewnętrznych i własności
skarbu, do magistratu miasta Warszawy. Gorliwém to i
nieustanném staraniem magistratu uplanowano teraz
doskonałe już prawie wszystkie ulice; aleje i wzgórza
wysłano i umiejętnie ubito drogi i ścieżki; wznowiono
śliczne klomby kwiatów bez przerwy zmienianych. Stare,
niekształtne i w małej ilości drewniane siedzenia,
przedtém w główniejszych tylko alejach rozstawione,
zastąpiono liczniejszemi nierównie, zgrabnymi, w połowie
żelaznymi ławkami. Nakoniec przez rozebranie części
środkowej posiadłości przy ulicy Niecałéj pod nr: 614
lit. I, otworzone zostało w r. b. nowe do ogrodu dogodne
wejście, odkrywające zarazem od ulicy Wierzbowej
wspaniały widok na rotundę wodozbioru i malowniczo
wychylające się drzewa.
Taką koleją dziejów swych
zewnętrznych doszedł nasz ogród do obecnej świetności.
Dla ciekawych czytelników
może jeszcze gdzieindziej dokładniej go opiszemy.
F. M. Sobieszczański
Tygodnik Ilustrowany nr 92
– 2 października 1869 r. |